Teatr Powszechny - Teatr Powszechny
Image
Image
Image

"Szklana menażeria" Tennessee Williamsa w reżyserii Katarzyny Deszcz przedstawiona w sobotę w Teatrze Powszechnym wpędza w depresję. Ale warsztatowo zrobiona jest wspaniale. Rodzina Wingfieldów nie wyciągnęła dobrego losu w życiu. Dlatego porzucona przez męża matka - Danuta Dolecka - obsesyjnie skupia się na przyszłości swoich dorosłych dzieci. Amanda Doleckiej przerażająco dominuje i w rodzinie i na scenie. Tokuje jak pawica, wdzięczy jak nastolatka, wszędzie i zawsze jest na pierwszym planie. To ona będzie autorką planu wydania córki za mąż, planu, który pogłębi nieszczęście. Przy takiej matce dzieci mogą tylko żałośnie popiskiwać. Syn Tom -Antoni Paradowski - jest urabiany przez matkę jak plastelina. Marzy o poezji, pisze wiersze ale w hurtowni gdzie pracuje, pakuje tylko buty do pudeł. Córka Laura, w wykonaniu Mai Luxenberg, to prawdziwy majstersztyk. Wiecznie skulona na kanapie albo poruszająca się jak cień, lekko utykająca i chorobliwie nieśmiała, przebywa w swoim świecie szklanego piasku, w którym rzeźbi zwierzęta. I czy dziwnym jest, że matka chce wytrwać córkę z izolacji? Że szuka jej męża? Że zmusza syna, by zaprosił do domu kolegę z pracy? Bo Tom przyprowadzi wreszcie Jima (Michał Kitliński). Amanda szykuje przyjęcie. Lecz kiedy już, już, pocałunek młodych wisi w powietrzu, wkracza matka - triumfalna zwyciężczyni. I wtedy właśnie okaże się, że Jim jest już zajęty. Nie wyjdzie jako narzeczony Laury. Pozostawi rodzinę i widzów w punkcie wyjścia. A nawet poniżej tego punktu. Na dnie. Reżyserka, Katarzyna Deszcz, bardzo klarownie pokazuje tych nieudaczników. W jej interpretacji całe zło rozpoczęło się od odejścia ojca, który niefrasobliwie zostawił matkę z dwójką dzieci i bez środków do życia. Nie mająca żadnego zawodu matka mogła tylko popaść w nerwicę a funkcję głowy rodziny przejął Tom. Za szybko. Ostatnie scena spektaklu, w której Laura po chwilowym ożywieniu znów kuli się na kanapie, przygnębia. Bardzo przygnębia. Źle wyciągnięty na loterii życia los Wingfieldów trwa. Trwać będzie bez końca? Ten los odbija się w lustrze zaprojektowanym przez scenografa, Andrzeja Sadowskiego. Los nieszczęśliwych ludzi, którzy tkwią w rodzinnym piekle. Bez szans na ucieczkę. Warto zobaczyć to przedstawienie. Może w tym lustrze zobaczymy siebie? Zupełnie natomiast nie rozumiem quasi erotycznych scen pomiędzy rodzeństwem. Do całej gamy nieszczęść tej rodziny jeszcze i kazirodztwo? To już chyba zbędny grzybek w barszczu tego bardzo dobrego przedstawienia. Barbara Koś "Echo Dnia" 15.02.2015

PARTNERZY TEATRU
Image
COPYRIGHT © 2020. Teatr powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu
Projekt: Adam Żebrowski    |    Wdrożenie: Flexi Design

Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Należy pamiętać, że w przypadku braku zgody nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.