Image

Dawno już Mikołaj Grabowski nie miał takiej passy.

Nagroda specjalna "Teatru", laury na festiwalu gombrowiczowskim, pięć świetnie przyjętych premier w dwa lata, ostatnia - "Wspomnienia polskie" odbyła się w Radomiu ledwie tydzień temu. Siedziałem na widowni Łaźni Nowej na gościnnych pokazach jego warszawskich "Dzienników" - Teatr Imka zagrał jednego dnia dwa spektakle dla ponad tysiąca osób - i zastanawiałem się, dla kogo przyszedł tu ten tłum: dla Karolaka i Cieleckiej czy Gombrowicza i Grabowskiego?

"Dzienniki" i "Wspomnienia polskie" przyrządził reżyser wedle tej samej receptury, to powrót do stylistyki wypróbowanej po wielokroć, ale wciąż nośnej. Oto niedramatyczny tekst wypowiada tu i teraz grupa aktorów, a może po prostu banda przyjaciół. Zapiski Gombrowicza zostają przełożone na oratorskie popisy i wyścigi artykulacyjne, zbiorowe podawanie tekstu pociętego na paski, wersy, sylaby, rozbłyski scenek kreowanych ad hoc przez sceniczną gromadę. Grabowski grzebie w Gombrowiczu jak w przepastnej kieszeni i wyciąga z niej zawieruszone dawno temu monety, błyskotki, karteczki ze złotymi myślami. Bohaterami i narratorami "Dziennika" jest siódemka aktorów i wokalistka, każdy z nich to inne wcielenie, rozszczepione osobowości Witolda. Siedem razy "ja".

Z kolei we "Wspomnieniach" to "ja wielokrotne" zostaje skontrowane "ja" Gombrowicza zapisanym w innych. Siedmiu radomskich teatralnych opowiadaczy to pisarz przejmujący role krewnych, odnajdujący się w ciotkach i kuzynach. Stwarza to wrażenie jakby bohaterem przedstawienia był nie on, emigrant, lecz jego rodzina, która została w kraju. W zbudowanym na scenie myśliwskim przedwojennym saloniku mierzy się z tezami i wspomnieniami Witolda. W "Dziennikach" gromadka aktorów jest w nieustannym ruchu, wchodzi i schodzi ze sceny. We "Wspomnieniach" aktorzy opadają na fotele, krzesła, stołki. Ich siedzenie i czekanie na swoją kolej przypomina groteskowy heroizm trwania w przeszłości, mimo że bezpowrotnie przeminęła. O inności premier warszawskiej i radomskiej decydują niuanse, zmienione akcenty. "Dzienniki" są o konsekwencjach zerwania artysty z gustem zbiorowym i myśleniem stadnym. "Wspomnienia" wyjaśniają przyczyny tego zerwania. W "Dziennikach" Grabowski pokazywał, jak Gombrowicz rozprawia się z zakonserwowaną, wampirycznie żywą Polską, by zająć się tym, co najważniejsze - mrokami egzystencji, bólem, strachem, pożądaniem i śmiercią. We "Wspomnieniach" reżyser rekonstruuje Polskę oraz myślenie o Polsce zapamiętane przez jednostkę i znikające wraz z nią. Radomski spektakl zaczyna się relacją o podróży pociągiem z wujem, który grozi rewolwerem współpasażerom w przedziale, a kończy testem gombrowiczowskiej wszechmocy podczas burzy w Argentynie. Młody Witold wstydzi się, że jedzie z wariatem, uosabiającym wszelkie polskie, rodzinne i klasowe fiksacje i głupoty. Potem metafora wariactwa ogarnia stopniowo cały przedwojenny kraj: szkoły, urzędy, salony artystyczne, z kulminacją w scenie pogrzebu Piłsudskiego. Przedstawienie kończy gest podnoszenia i opuszczania ręki przez artystę, testującego, czy to za jego sprawą burza ucicha i wzmaga się na powrót. Niepoważny test na Boga i demiurga czy może wariactwo, które dopadło Gombrowicza z innej niż się spodziewał strony. Ostatnia scena fenomenalnie rozdokazywanego radomskiego spektaklu mogłaby być pierwszą warszawskiego.

Więc skąd ten renesans metody inscenizacyjnej Grabowskiego i jego przymierza z polską widownią? Jego teatr zawsze odżywał w czasie przełomu i kryzysu. Kiedy wokół wrze albo tylko straszą nas niepewnym jutrem, wraca się do rodziny, przeszłości; szukamy jakichkolwiek fundamentów i trzymamy się w kupie. A Grabowski jest od tego, żeby z pomocą Gombrowicza sprawdzić, co to za "kupa" i jaki grozi nam rodzaj uścisku. Gombrowicz zostaje przez Grabowskiego niejako ucywilizowany i "upożyteczniony", najdobitniej wybrzmiewa w prostych przykazaniach. Artysta stwarza sam siebie, bo niby z czego ma powstać? Rodzina jest straszna, ale dobrze, że jest. Dojrzewanie to pasmo udręk i kompromitacji, dopiero zmieniając je w literaturę można zrozumieć ich sens. Polska to wstyd i zmora, ale innej nie mamy, nauczmy się z nią żyć.

Do teatru Grabowskiego chodzi się po to, żeby ktoś powiedział nam to głośno.


 

Łukasz Drewniak
„Dziennik Polski"
29.10.2012

PARTNERZY XVII MIĘDZYNARODOWEGO FESTIWALU GOMBROWICZOWSKIEGO
PARTNERZY XVII MIĘDZYNARODOWEGO FESTIWALU GOMBROWICZOWSKIEGO
PARTNERZY XVII MIĘDZYNARODOWEGO FESTIWALU GOMBROWICZOWSKIEGO
PARTNERZY TEATRU
COPYRIGHT © 2020. Teatr powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu
Projekt: Adam Żebrowski    |    Wdrożenie: Flexi Design