Sofokles 

Król Edyp

Oιδίπoυς τύραννoς

 

Chcielibyśmy, żeby nasz „Król Edyp" był dynamicznym, energetycznym przedstawieniem, bez antycznego koturnu i patosu. Opowiadamy historię Edypa współczesnym językiem jako uniwersalną rzecz o poznaniu natury ludzkiej.

W naszym spektaklu nie chcemy odżegnywać się od tego, co już o „Edypie" powiedziano jako o tragedii przeznaczenia, dla nas istotniejsze są jednak inne problemy niż ciążące nad człowiekiem fatum. Staramy się mówić o cierpieniu i wszystkich jego aspektach, uzmysłowić, czym jest władza, jak można jej użyć, jak można jej ulec. I chcemy pokazać, że władza może mieć ogromną niszczycielską siłę, jeśli znajdzie się w niewłaściwych rękach. Edyp zwraca wielokrotnie uwagę, że sytuacja, w jakiej się znalazł, została na nim wymuszona. On na naszych oczach dojrzewa, przekształca się, by w finale stanąć na gruzach swoistego teatru, który sam sobie zorganizował.

Główne założenie formalne przedstawienia, polega na tym, że aktorzy przy pomocy najprostszych rekwizytów, np. kamieni, budują na naszych oczach wszystkie opisane w dramacie sytuacje. Świat przedstawiony tworzymy także z polifonii dźwiękowej - ze stukotów, uderzeń. Rzeczywistość sceniczna jest budowana tak, jakby się rozgrywała na pograniczu snu i jawy i momentami wchodziła w sferę koszmaru sennego.

Nie chcemy kłaść nacisku na moralny aspekt sztuki. Ograniczamy funkcję chóru jako świadka - komentatora, który obiektywizuje działania bohatera. U nas chór pełni rolę niezwykle dynamiczną, ponieważ chórem są wszyscy i od sytuacji zależy, kto zostanie przymuszony, żeby zdjąć maskę i pokazać swoje prawdziwe oblicze.

Przy współczesnym, można powiedzieć dość swobodnym kostiumie, nie narzucającym ani epoki, ani precyzyjnych topograficznych odniesień, maska, ściśle kojarzona z antyczną tragedią, ma u nas do spełnienia ważną funkcję.

Aktorzy zakładają maski, ściągają je. Osoba, która w danej scenie staje się antagonistą albo jednym z protagonistów, rodzi się właśnie poprzez zdjęcie maski. Z anonimowego tłumu wychodzi jednostka, która musi przejść polemikę, zbudować sytuację posuwającą dramat do przodu. Tego rodzaju zabieg konstruowania rzeczywistości scenicznej na oczach widowni  pozwala na wzięcie w nawias historii Edypa i nadanie jej uniwersalnego wymiaru.

W spektaklu niezwykle istotna jest forma - ścieramy ze sobą sceny mocno sformalizowane, w których ruch sceniczny podlega prawom pewnej geometrii, ze scenami kompletnie realistycznymi, gdzie realizm - poprzez zderzenie z konstruktywistycznością poprzedzających je sytuacji - również staje się formą. Zupełnie zmarginalizowaliśmy aspekt metrykalny postaci. Dla nas nie istnieje pojęcie wieku bohaterów (w przedstawieniu grają w większości bardzo młodzi aktorzy). Liczy się przede wszystkim problem. Z tego powodu, np. Tyrezjasz nie jest u nas stetryczałym starcem. Mnie nie interesuje jego wiek, ale sposób, w jaki funkcjonuje w przestrzeni.

Nie mamy w spektaklu muzyki. To świadoma, choć nieco karkołomna decyzja. Doszliśmy do wniosku, że dopowiadanie czegoś ponad to, co robią aktorzy, zubożyłoby całą prawdę sceny, dlatego postanowiliśmy, że w tym spektaklu muzyką będzie cisza.

* * *

Edyp jest winny. Choć z jednej strony jego życie jest jedynie igraszką w rękach bogów, z drugiej - wina Edypa jest bardzo ludzka: próżność. Zabicie króla Lajosa na rozstajach dróg podyktowane jest próżną emocją człowieka, któremu nie ustąpiono pierwszeństwa przejazdu. W sztuce mówią o tym zaledwie 3 czy 4 wersy, ale dla mnie ta informacja ma ogromne znaczenie. Ona ustawia Edypa w konkretnym świetle. Kreon ma rację mówiąc, że są ludzie, którzy przyciągają nieszczęścia, którzy je sobie niejako organizują. Edyp jest takim właśnie człowiekiem, obdarzonym siłą fatalną, tym rodzajem wyobraźni, który całe życie ubiera w krwawe szaty, podsuwa mnożące się wątpliwości, każe słyszeć złowrogie szepty, pomruki. Pałac Edypa gnije, tak jak gnije społeczeństwo na zewnątrz. Rzeki są zatrute, pożywienie jest zatrute, ludzie mrą w trakcie najprostszych czynności. Całe miasto gnije i ktoś jest temu winien. Winny jest Edyp.

Jokasta, kobieta obdarzona wielką życiową mądrością, nie dowiaduje się w trakcie o mrocznej przeszłości Edypa, tylko jest osobą, która świadomość tej sytuacji pogrzebała bardzo daleko. Ta schowana głęboko świadomość popełnienia zbrodni zwielokrotnia siłę bolesnej eksplozji, kiedy uśpiona przeszłość wydostaje się w końcu na światło dzienne. Dochodzi do uwolnienia energii, która rozrywa na kawałki związek Edypa i Jokasty.

Opowieść o Edypie pokazuje, że człowiek poprzez cierpienie może wypięknieć. Edyp w finale sztuki staje się istotą przemienioną - nie zamyka się, ale poprzez zbrukanie ciała zdaje się rozkwitać. Nie bije się w pierś. Raczej chce pokazać światu siebie przemienionego. I czeka co ten świat dalej z nim zrobi.

Bartłomiej Wyszomirski (fragmenty rozmowy, notowała Anna Kulpa)

 

"Król Edyp" - początek zespołu - po spektaklu pisze Zbigniew Wieczorek w "Gazecie Wyborczej - Radom"

fot. Kamil Strudziński

 
 
  • Przekład

    Marcin Sosnowski
  • Opracowanie tekstu

    Zbigniew Rybka
  • Reżyseria

    Bartłomiej Wyszomirski
  • Scenografia

    Iza Toroniewicz
Czas trwania: 80 min (bez przerwy)
 

Obsada

Edyp Juliusz M. Kubiak (gościnnie)
Jokasta Honorata Witańska
Kreon Krzysztof Prałat
Kapłan/Sługa Krzysztof Chudzicki
Tyrezjasz/Posłaniec Maciej Zacharzewski
statystyka