Współodczuwanie

Rosyjski reżyser, rosyjska literatura klasyczna, wielkie studium psychiki mordercy. Cóż może z tego wyniknąć?

„Zbrodnia i kara" jest niewątpliwym sukcesem Teatru Powszechnego w Radomiu. Zrealizowana na Małej Scenie, dociera do widza z niebywałą siłą. Pochłania uwagę i hipnotyzuje od pierwszych minut trwania spektaklu. I wcale nie widzowie czekają na pojawienie się aktorów, lecz artyści czekają na widownię. Dzięki temu widz ma wrażenie uczestniczenia w realnym świecie, który po prostu na chwilę zwolnił tempo.

Mroczny klimat petersburskich uliczek, potęgowany przez obecność Czarnych Ludzi (Wojciech Ługowski i Kamil Woźniak) stanowi tło dramatu nie tylko Alony Iwanowny i jej siostry Lizawiety (Joanna Jęderek i Paulina Dziuba), lecz przede wszystkim Rodiona Raskolnikowa - studenta, który dopuszcza się na kobietach morderstwa. Dokonuje zbrodni w myśl teorii mówiącej o podziale ludzi na lepszych i gorszych; czynu, który obezwładnia ciało i umysł głównego bohatera.

Grany przez Marka Brauna Rodion Raskolnikow porusza do głębi. W czasie spektaklu jesteśmy świadkami jego nieustannego lęku, przerażenia i szaleństwa, załamania psychicznego, mierzenia się z własnym człowieczeństwem, którego nie można oszukać i pokonać w imię niechlubnych ideałów. Wcielenie się w postać targaną tak silnymi emocjami jest dla aktora zadaniem niezmiernie trudnym i wymagającym. Marek Braun wywiązał się z niego znakomicie, za co należą mu się wielkie słowa uznania. Aktorowi wcielającemu się w rolę zbrodniarza, który powinien ponieść karę, udało się wzbudzić w widzach również współczucie. Bo choć Rodion był w każdym calu zły, a jego sądy na temat zbrodni i ludzi niemoralne, wzbudza litość, do tego stopnia, że chciałoby się zapłakać nad jego losem, cierpieć razem z nim. Raskolnikow popełnia morderstwo, wpada w rozpacz i odradza się, kiedy zdecyduje o przyznaniu się do popełnionego czynu. W podobny sposób, razem z młodym studentem, widz przeżywa strach jaki towarzyszy jego rozmowom ze śledczym Porfirym, w którego rewelacyjnie wcielił się Janusz Łagodziński. Doświadczony aktor doskonale portretuje człowieka bardzo inteligentnego, bystrego i sprytnego, który swoją przenikliwością wprowadza Raskolnikowa w obłęd. Mimo niezmiennie pogodnej twarzy, Porfiry Pietrowicz ma w sobie coś niepokojącego, jak gdyby posiadał władzę przenikania duszy i dostrzegania wszystkich jej zakamarków.

Nie do końca w realizacji Lifanova przekonała mnie interpretacja postaci Soni (Paulina Dziuba), w której zabrakło mi tego, co powinno być oparciem i opoką dla cierpiącego Raskolnikowa. Pomimo tego inscenizację Zbrodni i kary w Teatrze Powszechnym w Radomiu należy uznać za przedsięwzięcie artystycznie udane. Przede wszystkim dlatego, że po obejrzeniu dramatu nie można wyjść z teatru obojętnym. To spektakl, który silnie porusza, budzi z letargu codzienności, zmusza do myślenia. Może też być przestrogą dla śmiałków, próbujących igrać ze zbrodnią, nie zdając sobie sprawy z wewnętrznych skutków popełnienia takiego czynu.

Nowa premiera radomskiego teatru całkowicie mnie pochłonęła. Gratuluję!

Agata Guza
www.teatrdlawas.pl
5.03.2012