Rewelacyjna premiera dramatu w "Powszechnym"

"Zbrodnia i kara" pokazana w sobotę na scenie kameralnej Teatru Powszechnego jest Dostojewskim w pigułce, ale o sile... tornada!

Twórca przedstawienia, Grigorij Lifanov wspólnie ze scenografką, Anna Tomczyńska, dzieli widownię na pół. Oglądający zasiadają z obu stron sceny, która jest i mroczną ulicą petersburską, z lekka rozświetloną przez latarnie, i pokoikiem Raskolnikowa, i biurem śledczego Porfirego.

Tylko mieszkanie lichwiarki jest zamknięte dla widza. Dobiegnie stamtąd jedynie krzyk.

Pomiędzy mieszkaniem lichwiarki i biurkiem śledczego miota się Raskolnikow. Musi zabić Alonę Iwanownę, bo zgodnie z jego chorym umysłem są ludzie zwykli i niezwykli, lepsi i gorsi, a tych zwykłych i gorszych, trzeba unicestwiać. On po prostu zabije wesz.

Jednak przed morderstwem ma wyrzuty sumienia. Dlatego Raskolnikow Sebastiana Cybulskiego to jeden drgający kłąb nerwów. Mówi szybko, porusza się szybko, szybko też idzie z siekierą do Alony.
I do Lizawiety, której się nie spodziewa i której nie uwzględnia w swojej teorii. Ale niczego nie da się już zatrzymać.

Jeszcze szybszy, jeszcze głośniejszy jest Razumichin. Michał Górski nie mówi tylko krzyczy. Jakby bezwiednie chciał zakrzyczeć coś złego.

Jest także inny krzyk - Mikołki - Marek Braun, który przyzna się do morderstwa Alony.

W tym psychicznym piekle nie krzyczy tylko Porfiry Pietrowicz.

-Drżą rączyny? Wzięło się siekierkę? I jakąś babinkę...Potok słów, potok zdrobnień płynie z ust Janusza Łagodzińskiego. Z jego twarzy nie znika uśmiech.

A mimo to już pierwsze, ciche, jego pojawienie się w petersburskiej mgle budzi grozę.

To koncertowa gra aktorów.

A inni? Kto rozpozna w przygarbionej Alionie Joannę Jędrejek? Jej figlarna i zalotna Anastazja jest przecież zupełnie inna.

A Wojciech Ługowski i Kamil Woźniak ? Jako bezszelestni, Czarni Ludzie, potęgują klimat nieszczęścia.

Złowrogą atmosferę rozjaśnia jedynie Sonia Pauliny Dziuby. Cały czas spokojna i opanowana, w momencie wyznania zbrodni przez Raskolnikowa nie opuści go i skłoni do ostatecznego wyjawienia winy.

Przez wielkie dzieło Dostojewskiego reżyser Grigorij Lifanov pędzi jak Orient Express. Tu nie ma ani chwili na postój. Stacje przesuwają się jak mgnienie aż do chwili, w której Raskolnikow zawoła: To ja zabiłem starą lichwiarkę i jej siostrę Lizawietę siekierą.
I odpowie mu cisza widowni.

To naprawdę rewelacyjne przedstawienie.

Barbara Koś
"Echo Dnia"
4.03.2012