Powstrzymać, nie wychowywać

W tamtych czasach powstawały różne terrorystyczne młodzieżowe organizacje rewolucyjne. Teraz też jest taki niespokojny, rewolucyjny czas. Chciałbym powstrzymać młodych ludzi, nie wychowywać. Powstrzymać i pokazać, że zanim się coś się zrobi, trzeba się zastanowić. Taki jest główny przekaz tego spektaklu.

Przed premierą spektaklu „Zbrodnia i kara" w Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu z reżyserem Grigorijem Lifanovem rozmawia Olga Paulina Zielińska.

Olga Zielińska: Pracował Pan już w Teatrze Polskim w Poznaniu, reżyserował Pan przedstawienia dyplomowe ze studentami Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi, teraz czekamy na premierę „Zbrodni i kary" Dostojewskiego w Teatrze Powszechnym im. Jana Kochanowskiego w Radomiu. Skąd wynikło Pana zainteresowanie Polską jako miejscem, gdzie może Pan pracować i reżyserować swoje spektakle?

Grigorij Lifanov: Zainteresowanie pojawia się wtedy, kiedy pojawia się propozycja. Tak wyszło, że nawiązała się współpraca pomiędzy Państwowym Rosyjskim Uniwersytetem Kinematografii, w którym pracuję w Moskwie, a Szkołą Filmową w Łodzi i stąd był pierwszy kontakt, kiedy wyreżyserowałam ten spektakl dyplomowy, tak à propos Dostojewskiego właśnie, a później, po tym spektaklu dyplomowym, byłem zaproszony do Teatru Polskiego w Poznaniu i tam nawiązała się jeszcze szersza współpraca, i tam wyreżyserowałem trzy spektakle, a później znowu zaproszono mnie do Szkoły Filmowej w Łodzi, a teraz do Radomia. To wszystko dzieje się w takim roboczym porządku.

Czy poza „Don Juanem" Moliera, którego wyreżyserował Pan w Jekaterinburskim Państwowym Teatrze Lalkowym planuje Pan sięgać jeszcze po jakieś inne teksty autorów nie-rosyjskich? Dotychczas wystawiał Pan Dostojewskiego, Erdmana, Gorkiego, Andriejewa, Bułhakowa, Nikołaja Koladę. Czy jest Pan „teatralnym patriotą", ponieważ sięga Pan głównie po teksty rosyjskie?

Jestem patriotą dobrej literatury. Lubię dramaturgię klasyczną, lubię rosyjską klasykę, ale też francuską, hiszpańską, złoty wiek hiszpański i Calderona i Moliera. Bardzo lubię też dramaturgię absurdu. Mrożek i Ionesco to jedni z moich ulubionych autorów. Z autorów amerykańskich uwielbiam Tennessee Williamsa. Interesuję się współczesną dramaturgią. Niedawno miałem premierę sztuki współczesnego dramaturga Alesandra Archipowa, która wcześniej nie była grana, to była prapremiera tej sztuki właśnie w Jekaterinburgu. Lubię współczesnych dramaturgów. Interesuje mnie wszelka literatura, bardzo różnorodna, ale jednak honor oddaję klasycznej.

Jak wygląda praca nad spektaklem „Zbrodnia i kara" Dostojewskiego w Teatrze Powszechnym w Radomiu? Czy daje Pan dużo wolności aktorom w pracy nad rolą, w interpretowaniu postaci, czy raczej udziela Pan więcej wskazówek? Jak to wygląda w praktyce?

Jest mi bardzo przyjemnie pracować z radomskimi aktorami, bo to są profesjonalni aktorzy. Ludzie, którzy pracują nie dla pieniędzy, tylko dlatego, że kochają ten zawód i to bardzo wyraźnie widać. Widziałem w Radomiu spektakle innych reżyserów i bardzo dobrze widać, to o czym mówię, właśnie z widowni, kiedy ci ludzie wychodzą na scenę, że to jest nie tylko ich zawód, ale sens ich życia i styl życia i dlatego bardzo łatwo się z nimi pracowało. Szybko znaleźliśmy wspólny język. Kiedy pracujemy nad sceną nie tracę czasu na to, żeby przekonywać aktorów, żeby zrobili właśnie tak, jak ja bym chciał, oni sami orientują się, co mają robić, komunikacja jest bardzo dobra. Daję im wolność, ale oczywiście ta wolność jest w pewnych granicach, dlatego że spektakl musi mieć swoje rytmy, strukturę i aktorzy muszą się w to wpisać.

Na jakich wątkach „Zbrodni i kary" Dostojewskiego skupił się Pan w pracy nad tym spektaklem przede wszystkim? Czy którymś wątkom poświęcił Pan więcej uwagi niż innym?

Najważniejszy jest Raskolnikow, on jest w centrum uwagi. Pokazuję problem młodego człowieka, który jest zafascynowany bardzo wyrazistymi ideami, przez które popełnia straszną zbrodnię. Chciałbym, żeby widz poprzez postać Raskolnikowa mógł zrozumieć, jak straszną zbrodnię on popełnił i na ile tak naprawdę ma on wyrzuty sumienia i żałuje swojego postępku, więc wzięte są pod uwagę wszystkie te wątki, które pomagają mu przejść tę drogę, odrzucić idee i przyjąć na siebie cierpienie i odkupienie winy.

Podobno w Pana spektaklach pojawia się specyficzne poczucie humoru, jak np. w „Boboku" Dostojewskiego. Czy w spektaklu „Zbrodnia i kara" Dostojewskiego będą jakieś momenty humorystyczne?

Bardzo bym chciał, żeby spektakl wyszedł nie w jednym tonie, żeby nie był jednobarwny. Chciałbym zmieniać intonacje, ale są pewne ograniczenia: jest ograniczony czas, jest ograniczenie przestrzeni, jest kolosalny postępek, zdarzenie, które nie pozwala zupełnie na pokazanie humoru, ale i tak dodajemy troszeczkę chuligańskiej intonacji, żeby publiczność przez półtorej godziny spektaklu nie poczuła się całkiem źle. Próbujemy szukać.

Czy adresuje Pan to przedstawienie do młodych ludzi, rówieśników studenta Rodiona Raskolnikowa? Czy młodzi mogą znaleźć coś dla siebie w tym spektaklu?

Ja bym poradził młodym widzom, aby nie ustawiali siebie w pozycji odbiorcy, że tam się coś dzieje na scenie. Powinni starać się przełożyć to na siebie, postawić siebie w roli Raskolnikowa. Młodzi ludzie mają teraz bardzo dużo problemów, które rodzą się z informacji, z wiadomości. We Francji, kiedy podpalano samochody i pojawiły się ruchy rewolucyjne, młodzi ludzie dogadali się przez Internet i poszli niszczyć sklepy. Przecież to jest bardzo piękne, kiedy drogi samochód się pali i właściwie, kiedy wszyscy idą, to wtedy nikomu nic nie grozi, bo to jest uliczna akcja. A przecież to jest przestępstwo, a jak jest to opisywane w Internecie, to wygląda to wszystko pięknie. Tak samo Raskolnikow, napisał artykuł i ten artykuł jest wspaniały, świetny, z jego punktu widzenia oczywiście. On naczytał się książek, które studenci, tak żeby policja nie widziała, przekazywali sobie z rąk do rąk. W tamtych czasach powstawały różne terrorystyczne młodzieżowe organizacje rewolucyjne. Teraz też jest taki niespokojny, rewolucyjny czas. Chciałbym powstrzymać młodych ludzi, nie wychowywać. Powstrzymać i pokazać, że zanim się coś się zrobi, trzeba się zastanowić. Taki jest główny przekaz tego spektaklu.

Czy ma Pan już jakieś plany kolejnych inscenizacji, kolejnych spektakli? Czy będziemy mogli oglądać jeszcze inne Pana spektakle w Teatrze Powszechnym w Radomiu? Czy będzie Pan współpracował jeszcze z tym Teatrem? Czy planuje Pan dalej tworzyć w Polsce?

Planów mam bardzo dużo. Do 2014 roku mam już wszystko zaplanowane. Z wielką przyjemnością przyjeżdżam do Polski i z przyjemnością tu pracuję, ponieważ tu jest dobra szkoła aktorska, jest mocny teatr repertuarowy i mam już dużo przyjaciół w Polsce. Przyjeżdżam, kiedy jest praca. Bardzo dużo jeżdżę, bardzo dużo pracuję, dlatego, że kocham swój zawód i jeśli znowu pojawi się propozycja, żeby współpracować, z wielką przyjemnością przyjadę.

Grigorij Lifanov - aktor, reżyser i wykładowca sztuki aktorskiej Rosyjskiego Państwowego Instytutu Kinematografii im. S.A. Gierasimowa (VGIK). Grigorij Lifanov jest absolwentem Rosyjskiej Akademii Sztuki Teatralnej w Moskwie (GITIS) i Teatralnej Wyższej Szkoły im. Szczucina (przy Państwowym Teatrze Akademickim im. E. Wachtangowa). W latach 1997-1999 sprawował funkcję dyrektora naczelnego oraz artystycznego w teatrze w Jekaterynburgu. Od 2002 r. jest wykładowcą sztuki aktorskiej Rosyjskiego Państwowego Instytutu Kinematografii im. S. A. Gierasimowa, a od 2005 r. zastępcą kierownika katedry zagadnień twórczych. Współpracuje ze szkołą aktorską JAMU w Brnie, szkołą aktorską w Wietnamie oraz PWSFTviT im. L. Schillera w Łodzi. Reżyserował w teatrach Rosji, Ukrainy, Niemiec, Czech, Wietnamu i Polski. Wyreżyserował „Don Juana" Moliera, „Ostrożnie - dzieci!" Gorkiego, „Dni naszego życia" Andriejewa i „Boboka" Dostojewskiego w Jekaterinburskim Państwowym Teatrze Lalkowym. „Boboka" zrealizował następnie jako przedstawienie dyplomowe w łódzkiej szkole filmowej w 2007 roku. Na scenie Teatru Polskiego w Poznaniu zrealizował spektakle: „Bobok" wg Fiodora Dostojewskiego (2008), „Mistrza i Małgorzatę" Michaiła Bułhakowa (2009) oraz „Samobójcę" Nikołaja Erdmana (2011).

Olga Paulina Zielińska
Dziennik Teatralny Radom
3.03.2012