Passer domesticus - nasza Piaf

Ta historia wielkiego talentu, który wybija się z przysłowiowej ulicy na renomowane sceny teatrów świata, musi budzić współczucie i rozbudzać marzenia o sławie. Wszystko zostało przygotowane z myślą o tym, by się podobało publiczności

Podczas zakończonego parę dni temu w Krakowie Kongresu Kultury Polskiej zderzyły się ze sobą dwie wizje finansowania przedsięwzięć artystycznych, sprowadzające się w istocie albo do indywidualnej decyzji każdego odbiorcy o zakupie np. biletu, albo do mecenatu państwa, czyli wykorzystania części wspólnych pieniędzy podatników znajdujących się w budżetach samorządów lub państwa. Sztuką dzisiejszego menedżera placówki kulturalnej jest wytworzyć taki produkt, aby zarówno indywidualny odbiorca, jak i społeczny mecenas dołożyli się do produkcji artystów, najlepiej gdy ten pierwszy da więcej.

Do tych refleksji skłania mnie obserwacja repertuaru i dokonań Teatru Powszechnego i jego aktualnego szefa. Radomska publiczność została w ubiegłym roku zaskoczona ilością i rozmachem niektórych przedstawień. Liczne pochwały zebrał "Skrzypek na dachu" , a dzisiaj pełna widownia zbiera się na "Piaf".

Jakość przedstawienia w reżyserii Tomasza Dutkiewicza zbudowana jest na głębi artystycznych zdolności Katarzyny Jamróz. To ona swoim głosem i aktorstwem tworzy niepowtarzalny klimat zanurzonego w biografii francuskiej piosenkarki recitalu klasycznych już utworów muzyki popularnej.

Ta historia wielkiego talentu, który wybija się z przysłowiowej ulicy na renomowane sceny teatrów świata, musi budzić współczucie i rozbudzać marzenia o sławie. Wszystko zostało przygotowane z myślą o tym, by się podobało publiczności. Muzyka znana i lubiana, historia niezbyt zawiła, trochę dramatyczna i pouczająca, rozmach, czy wręcz rozrzutność, w liczbie aktorów - statystów w scenach zbiorowych, światło, dźwięk i ruch - to wydaje się być receptą na sukces w oczach ludzi łaknących rozrywki na dobrym poziomie artystycznym.

"Piaf" na podstawie sztuki Pam Gems w radomskim teatrze należy do udanych przedsięwzięć komercyjnych i nie należy bać się tego określenia w kontekście sztuki dramatycznej, bo zrobione przedstawienie spełnia wszelkie kryteria atrakcyjnego produktu kulturalnego i za sprawą Katarzyny Jamróz czy Honoraty Wilkosz (Toine) zapewnia rozrywkę na wysokim poziomie artystycznym. Sceniczna oprawa Wojciecha Stefaniaka (scenografia) i Zofii de Ines-Lewczuk (kostiumy) dopełniają świetne wrażenia słuchowe. Znakomita dykcja głównej aktorki recitalu pozwala docenić polskie teksty piosenek pióra Andrzeja Ozgi i Jerzego Menela.

Prawdę mówiąc, trudno się nie cieszyć z takiego wydarzenia w kulturze radomskiej, choć muszą rodzić się także pytania, czy nie ma już innych sposobów na przyciągnięcie masowego widza do teatru. Obawiam się tylko tego, aby sztuka łatwa w odbiorze nie zdominowała repertuaru Powszechnego. Na razie różnorodność propozycji jeszcze budzi szacunek ambitnego widza, ale pamiętajmy, że w dobie kryzysu zachowanie równowagi między potrzebami a możliwościami jest niezwykle trudne. Życząc dyrekcji teatru szczęśliwych pomysłów i znakomitych realizacji, pozostajemy pełni nadziei na dalszy rozwój wydarzeń. Cieszmy się, bo lepszy Passer domesticus w garści niż...

Zbigniew Wieczorek
Gazeta Wyborcza Radom
1 października 2009
Informacja o cookies
Korzystamy z plików cookies w celach statystycznych i umożliwienia funkcjonowania serwisu.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.
Informacje o możliwości zmiany ustawień cookies »
Zgadzam się, zamknij X