Niezwykły spektakl na jubileusz teatru

Prezentem na 40. urodziny Teatru Powszechnego w Radomiu jest realizacja na wielką skalę. Mogliśmy podejrzeć przygotowania do przedpremierowych pokazów "Człowieka z La Manchy"
 

Waldemar Zawodziński, reżyser i dyrektor artystyczny łódzkiego Teatru im. Jaracza, wystawi na radomskiej scenie historię Błędnego Rycerza. Reżyser opowiadał na próbie o przesłaniu przedstawienia.

- To bardzo interesujące jak na dzisiejsze czasy przedstawienie. „Człowiek z La Manchy" opowiada o optyce patrzenia na świat, jak można mądrze patrzeć i co można zrobić, żeby w tym świecie zachować to, co jest ludzką godnością, co jest urodą, dobrem życia. Pierwowzoru literackiego nie muszę chwalić, bo on stał się podwaliną, jednym z takich słupów milowych w literaturze światowej - mówił Waldemar Zawodziński. - To mądry tekst mówiący o tym, że trzeba od samego siebie rozpocząć, że wbrew wszystkiemu co się wokół dzieje najpierw trzeba chcieć, znaleźć siłę, a potem ocalić to, co daje naszemu człowieczeństwu siłę, co pozwala nam spojrzeć w lustro. Nie kolekcjonować rzeczy złych, widzieć je, ale umieć ten świat uszlachetniać. I to wydaje się w dzisiejszych czasach aktualne, szczególnie gdzie pod tą szerokości geograficznej, świat - wydaje się mądrze skonstruowany - starej Europy zaczyna się chwiać. Ten musical, który w dużej mierze ma też uradować, ucieszyć oczy i uszy, ale przede wszystkim opowiedzieć o tym, jak w tym niełatwym, skomplikowanym i takim niesprzyjającym świecie, ocalić to wszystko, co jest największą wartością. I o tym jest to przedstawienie -- opowiadał reżyser.

Zawodziński podkreśla, że „Człowiek z La Manczy" z pewnością będzie dużym przedsięwzięciem, adekwatnym do jubileuszu 40-lecia radomskiego teatru.

- Na ogół wystawienia tego utworu podejmują się teatry muzyczne. To są duże składy i orkiestrowe, i zespołów baletowych, chóralnych, już nie licząc liczby solistów. Jak na teatr dramatyczny to jest ogromne przedsięwzięcie, ale myślę, że słusznie, że to się wystawia w teatrze dramatycznym, dlatego, że jest tutaj bardzo dużo scen aktorskich. To wymaga nie tylko dużych umiejętności wokalnych, muzycznych, ale przede wszystkim umiejętności aktorskich, aby umieć pożenić całą gamę komizmu, który jest w tym dziele, ale również scen lirycznych, dramatycznych. To jest niezwykle trudne - tłumaczy reżyser.

Scenografia też jest pomyślana tak, by dopełnić całe widowisko.

- To jest bardzo dobrze pomyślane, bo to jest teatr w teatrze. Otóż jesteśmy w więzieniu, w przestrzeni zamkniętej, jedynie nasza wyobraźnia i marzenia mogą nas uwolnić i to chcieliśmy oddać w scenografii - zdradza Zawodziński.

W głównych rolach zobaczymy: Łukasza Mazurka (Cervantes, Alonso Kichana i Don Kichot), Łukasza Stawowczyka (Sancho Pancha) oraz gościnnie Sabinę Karwalę (Aldonsa, Dulcynea). - Trójka głównych odtwórców jest bardzo dobrze zrymowana ze sobą, to jest dość istotne, nie wystarczy, że każdy z nich jest celnie obsadzony, oni razem stanowią wartość - mówi Zawodziński.

- W spektaklu jest dużo takich fajerwerków, bo ta wyobraźnia uwolniona projektuje najpiękniejsze obrazy. Bardzo ważnym wątkiem i niezwykle aktualnym jest ta wielokulturowość i ta postawa: „nie bój się obcego innego, przyjrzyj mu się, zainteresuj się, może nawet zachwycisz się tą kulturą" - podsumowuje reżyser.

Z pewnością będzie to główne wydarzenie nadchodzącego sezonu. Pokazy przedpremierowe w ten weekend, uroczysta premiera 14 października.

Amanda Grzmiel "Gazeta Wyborcza", 1.10.2017