Kolejny musical na plus!

Zaprezentowany w sylwestrową noc w Teatrze Powszechnym w Radomiu musical "Doris Day. Sentymentalna podróż" Adama Rolstona w reżyserii Zbigniewa Rybki okazał się doskonałą propozycją dla widzów nie tylko na inaugurację Nowego Roku.

Marzyła, by mieć jednego dobrego męża i gromadkę dzieci. Miała czterech mężów, w większości psychopatów i jednego syna. Marzyła by gotować, sprzątać i prać przez całe życie a spędziła je na scenie. Marzyła, by być kurą domową, została gwiazdą. „Doris Day – Sentymentalna podróż” amerykańskiego dramaturga to opowieść muzyczna o życiu Doris Day, aktorki, piosenkarki i jednej z największych gwiazd dwudziestowiecznej Ameryki. Ta opowieść przekazana przez radomski teatr, stanie się zapewne nowym hitem.
Przedstawienie rozpoczyna efektownie ubrana, Doris Day, która na tle czerwonej kurtyny śpiewa piosenkę. Następnie poprzez widownię wbiega na scenę Narrator, okazuje się syn Doris, Terry, by opowiedzieć widzom historię życia matki. Jego story przeplatana jest scenkami dramatycznymi z udziałem wciąż nowych postaci a epizody - tak jak w musicalu przystało - pointowane są piosenkami. Zbigniew Rybka, reżyser spektaklu, doskonale łączy popisy solowe aktorów ze scenami kameralnymi i monumentalnymi.
I w sumie tworzy się zwarta oraz czytelna dla widza biografia gwiazdy, zakończona ładną i wzruszającą sceną, w której postarzała już Doris znów sama na tle kurtyny, zaprasza wszystkich do parku, w którym dokarmia zwierzęta. Kurtyna się odsłania i cały zespół śpiewa „Que sera, sera”.
Justyna Schneider (na zmianę zagra z nią Magdalena Placek) jest Doris Day subtelną i pełną wdzięku. Na początku naiwną i ufną i ta ufność zostanie wykorzystana przez kolejnych mężów. Śpiewa ślicznie. Równie ślicznie, lekko i zgrabnie porusza się na scenie. Podobnie zachowuje się Łukasz Stawowczyk jako syn, Terry. Oprócz umiejętności śpiewu rola wymaga od niego także innej jeszcze sprawności, bo opowiada historię Doris goszcząc na widowni, schodach prowadzących na scenę oraz siedząc na tejże. Jest zatem cały czas razem z widzem.
Pozostałe postaci pojawiają się epizodycznie, jak na przykład matka Doris – bardzo ciepła i opiekuńcza Izabela Brejtkop oraz gburowaty, skłócony z matką ojciec - Jarosław Rabenda. Łukasz Mazurek jako Frank Sinatra daje popis wokalny a kolejni mężowie Doris – Jakub Kryształ, Marek Braun i Łukasz Węgrzynowski, w zależności od charakteru popis czułości lub przeciwnie - brutalności, chciwości i chamstwa. Ukazujący się w kolejnych scenach: Danuta Dolecka, Iwona Pieniążek, Kamil Woźniak, Adam Majewski, Piotr Kondrat, Karol Puciaty, Joanna Jędrejek i Wojciech Ługowski tworzą galerię barwnych i zróżnicowanych postaci mających znaczenie w życiu gwiazdy. Wydarzenia z jej prywatnego życia mieszają się z postaciami, w które wcielała się na ekranie.
Na scenie panuje tłok ale nie chaos. Występuje chór, idą przechodnie, kręcą się pracownicy studia radiowego i planu filmowego. Silna grupa w składzie Maria Gudejko, Klaudia Kuchtyk, Milena Staszuk, Magdalena Witczak, Magdalena Mioduszewska, Katarzyna Osipuk, Paulina Mamczarz, Monika Bestecka, Magdalena Boduła, Karolina Wojdat, Alan Bochnak, Przemysław Bosek, Jakub Kryształ, Karol Puciaty, Łukasz Mazurek, Marek Braun, Adam Majewski, Cezary Jabłoński, Maciej Falkiewicz, Jarosław Rabenda i Łukasz Węgrzynowski nie wpada na siebie tylko tworzy kolorowy obraz. Pełny muzyki, bo zespół muzyczny: Mariusz Kozłowski – saksofon, Daniel Orlikowski – trąbka, Maciej Chwała – fortepian, Mateusz Szemraj – gitara, Marcin Witkowski – gitara basowa i Paweł “Melon” Maruszak – perkusja- nie daje im odetchnąć.
Bezustannie śpiewa się więc, tańczy, stepuje, wbiega po schodach i zbiega. (Nad choreografią czuwał Tomasz Tworkowski a scenografię stworzył Wojciech Stefaniak). A wszyscy: aktorzy i towarzyszący im wykonawcy mają na sobie oszałamiające kostiumy Zofii de Ines.
Sylwestrową premierę połączono z szampanem, życzeniami i całym noworocznym sztafażem. Były różne atrakcje a potem wspólny toast. Gdy jednak odpadnie świąteczna aura, nie opadną, mam nadzieję, zalety spektaklu, który można będzie obejrzeć także bez Sylwestra. A po „Piaf” i „Cabarecie” Powszechny wpisze sobie na plus kolejny musical.

Barbara Koś
"Echo Dnia", 1.01.2016