Fraszka to nie fraszka!

Należałoby odtrąbić wszem i wobec powstanie nowego teatru w Radomiu, zapisać w kominie złotymi literami, a tu zamiast święta w mieście trwa codzienna praca w trudnych warunkach lokalowych

Kto był na przedstawieniu "Kopciuszka", ten przyzna, że inicjatywa dyrektora Zbigniewa Rybki jest kapitalnym posunięciem strategicznym wobec dorastających i dorosłych odbiorców Teatru Powszechnego. To w tym przedsięwzięciu widać prawdziwą politykę kulturalną władz Radomia, dbałość o autentyczny kontakt ze sztuką od najmłodszych lat. Szkoda tylko, że piękny pomysł pozostał bez istotnego wsparcia finansowego, jeżeli chodzi o scenę i widownię Fraszki. Tak jak mistrz Jan i teatr jego imienia ma kłopot z tym, jak Fraszkę traktować. Chciałby jak najpoważniej, ale do tego potrzebne są inwestycje przekraczające skromne środki bieżącej produkcji teatralnej. Mobilizacja i wsparcie ze strony rady miejskiej oraz urzędu dla tej bezcennej inicjatywy będą wyrazem autentycznej troski o wychowanie najmłodszego pokolenia radomian. Na to na pewno warto wziąć odpowiedni kredyt, zwróci się z nawiązką, gdy dzisiejsi decydenci jako dziadkowie pójdą z wnukami do Fraszki, uśmiech dzieci będzie piękną nagrodą za szybkie i mądre decyzje.

Magiczna siła "Kopciuszka", tkwiąca w archetypicznym przeistoczeniu oraz nagrodzie za dobroć i skromność, została pięknie zachowana w sztuce Marty Guśniowskiej. Na szczęście, potraktowała ona bajkę braci Grimm jak rasowa postmodernistka i w swych wariacjach na temat Kopciuszka zawarła całkiem optymistyczną i nie tak przerażającą jak w niemieckim oryginale wizję świata. Dzieci są surowymi i bezstronnymi krytykami "sztuk dla dzieci", a w tym wypadku blisko godzinne przedstawienie sądzą gromkimi brawami, nie zdając sobie pewnie sprawy z ciekawych rozwiązań artystycznych teatru lalkowego. Dorośli wspomną zapewne piękną postać lalkarza z filmu Krzysztofa Kieślowskiego "Podwójne życie Weroniki" i potraktują zdublowanie postaci jako coś oczywistego, choć niejeden zapamiętał scenę lalkową bez widocznych za kulisami aktorów. Jest więc w lalkach moc metafory teatrum mundi i zetknięcie się z nią w porę decyduje o rozwinięciu wyobraźni młodego człowieka.

Cały młody zespół aktorski zasłużył na uznanie i pewnie objawione talenty zostaną wykorzystane nie tylko we Fraszce. Nie tylko grają lalkami, ale na tym małym polu dokonują ekwilibrystycznych sztuczek w ruchu scenicznym, nawiązując przy tym świetny kontakt z maluchami. Prawdziwy kunszt reżyserski pokazał w tej miniaturze teatralnej Petr Nosalek, który wraz z Evą Farkasovą wyczarował intensywny, czarowny i funkcjonalny świat sceniczny.

Tak udanego dzieła teatralnego dawno nie było na radomskiej scenie. Cieszy szczególnie ten fakt, ponieważ w propozycjach dla dzieci obowiązuje najwyższy profesjonalizm, a młody zespół zdał swoją premierę we Fraszce celująco. Konkurencja w teatrze jest niezwykle potrzebna, toteż samodzielność artystyczna sceny dla dzieci rodzi nadzieję na wzbogacenie oferty dla dorosłych.

Zbigniew Wieczorek, "Gazeta Wyborcza - Radom", 6.06.2010