|
|
W poszukiwaniu złotego miastao spektaklu "Eldorado" pisze Krzysztof Aplik w Dzienniku Teatralnym
O mitycznym El Dorado można myśleć na różne sposoby. Raz będzie przedstawiane jako symbol bogactwa, blasku i sławy, innym razem będzie synonimem nieuzasadnionego powodu krzywdzenia drugiego człowieka. Czasem będzie tożsame z fantastyczną przygodą, w której nie liczy się cel, a czasem będzie przestrogą dla poszukiwaczy przygód i każe się zastanowić, nad wartością tego celu Czy spektakl wyreżyserowany przez Janusza Łagodzińskiego uniósł zobowiązania, jakie niesie podjęcie się motywu „raju utraconego"? Dramat „Eldorado" został wystawiony przez radomski Teatr Powszechny, a jego premiera odbyła się 9 grudnia, na scenie kameralnej. Wystawiana sztuka jest realizacją tekstu Mariusa von Mayenburga. Autor na potrzeby napisania dramatu wyrwał z otaczającej nas społeczno-gospodarczej rzeczywistości momenty najbardziej krwiożercze i wyniszczające i na tak smutnym, niepokojącym tle, osadził zmagania bohaterów, którzy próbują sobie radzić z własnymi demonami. Spektakl rozpoczyna multimedialna prezentacja zgiełku i zamieszek, jakie kojarzymy z telewizyjnych relacji ostatnich, bardzo burzliwych miesięcy. Głos narratora z egzaltacją, dokonuje porównań pola walki do „widoku ściętej głowy z perspektywy lotu ptaka". Stara się przedstawić to miejsce jako świetną lokalizację do podjęcia nowych inwestycji, bowiem wkrótce okazuje się, że film ten jest materiałem reklamowym. Narratorem prezentacji jest główny bohater dramatu - Anton (Arkadiusz Głogowski), agent nieruchomości, który stara się odnieść prywatny sukces na tym „polu minowym". Jak każdego „normalnego" mężczyznę motywuje go do tego własna żona Thekla, niespełniona pianistka (Agnieszka Wilkosz); spełnienie jej pragnień jest dla Antona celem najwyższym, przez co dokona czynu, który spowoduje lawinę autodestrukcji. Sfałszowanie podpisu szefa stanie się dla niego jednoznaczne z podpisaniem cyrografu z diabłem. Również scenograf dobrze spełnił swoje zadanie. Aluminiowe instalacje dzielą przestrzeń sceny, nakreślając ściany „nieautentycznego" domu, przypominającego akwarium oraz biura. Są zarazem tłem dla pojawiających się raz po raz filmowych prezentacji rebelii, które nie pozwalają zapomnieć, że relacja bohaterów zbudowana jest na schemacie wojny każdego z każdym. Warto wspomnieć, że przedstawiona rzeczywistość nie jest homogenicznie mroczna. Niejednokrotnie pojawiają się refleksy nadziei i marzeń, które, choć naiwne, to wyraźnie przecinają substancję beznadziei, dzięki czemu dramat nie jest dla widza męczący. Całość stanowi zatem zdumiewającą syntezę idylli jaką pragną utrzymać kruche postacie głównych bohaterów i chaosu wojny toczącej się „gdzieś tam na dole". Mimo zastosowania kilku niekoniecznie stosownych elementów groteskowych, czy wręcz farsowych - jak na przykład sztuczny „mięsień piwny" jednego z bohaterów, czy jeżdżąca po pokoju szafa, mająca na celu, jak sądzę, uzmysłowić widzowi nieuchronność szaleństwa głównego bohatera - całość można ocenić jako dobry przykład teatru dotykającego współczesnych problemów, z którymi każdy z nas może się zderzyć. Doświadczyć zatem możemy refleksyjnego przebudzenia stawiając sobie pytanie odnośnie do ewentualnie własnej postawy w poszukiwaniu osobistego El Dorado.
Krzysztof Aplik
|